Żarty czasami stają się lokalnymi historiami. Prostujemy pewną świdnicką legendę, o „Krzyżakach”. Powielana bywa (zupełnie na serio pisano o tym w popularnym niegdyś miejskim magazynie) historia jakoby kopie tego arcypopularnego filmu przy dźwiękach orkiestry witano na dworcu kolejowym skąd zabrano je śmigłowcem na pokaz plenerowy zorganizowany na placu Bohaterów ORMO przed Miejską Radą Narodową (dzisiaj parking przed siedzibą biblioteki, starostwa i hotelu Avion). Film miał zostać jakoby wyświetlony na specjalnych projektorach o g. 23.
Książki kupowane w aptece i w szpitalu? Tak, tak, było to możliwe w pionierskich czasach. Oczywiście głównie jednak w księgarni.
Księgarnię w Świdniku, w roku 1952 założyła i prowadziła Krystyna Józefowicz, żona nauczyciela geografii z liceum i Szkoły Podstawowej nr 43 w Świdniku Mariana Józefowicza (uczniowie nazywali go przyjaźnie "Rekin". Był członkiem AK. o czym wówczas niestety nie mógł mówić). Zastępcą kierownika księgarni była Wiesława Zdziebłowska, pracowały w księgarni również panie Genowefa Dąbska i Ewa Krawczyk.
W domu przy ul. Drewnianej 93 sztuka splata się z historią, bo jego właścicielka kocha malarstwo i rękodzieło, ale nie zapomina też o rodzinnych dziejach. Jadwiga Marcinek jest doskonale znana świdniczanom, głównie za sprawą licznych wystaw, kreatywnych zajęć, które prowadzi w Spółdzielczym Domu Kultury czy Miejsko-Powiatowej Bibliotece Publicznej, a także zaangażowania w lokalne inicjatywy. Za swoją twórczość otrzymała wiele wyróżnień, nagród i odznaczeń.
Eugeniusz Stanisław Hyz wspomina wydarzenia sprzed ponad 30 lat.
- W PZL-Świdnik zostałem zatrudniony w maju 1978 roku, dlatego wszystko, co się wiąże ze „Świdnickim Lipcem” oraz późniejszymi zdarzeniami będącymi skutkiem wprowadzenia stanu wojennego, przeżyłem osobiście.