Potęga jachtowa ...Świdnik
Książę Mestwin w Adampolu

Przed wojną Świdnik znany był jako cicha, spokojna miejscowość letniskowa. Sensację wzbudziła więc wiadomość, potwierdzona latem 1934 roku przez „Głos Lubelski”, o budowie jachtu na terenie posesji doktora Majewskiego: „w środku omal Polski, buduje się pierwszy polski statek, wyprodukowany wyłącznie polskimi rękami i wyłącznie z polskich materiałów. Z zadowoleniem stwierdzamy, że rzeczywiście Świdnikowi pod Lublinem przypadł zaszczyt, że jest siedzibą pierwszej stoczni polskiej”.

Sprawcami zamieszania byli czterej studenci Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie:
Adam Majewski, Mieczysław Rosyk – konstruktor jachtu, Mikołaj Aułuchow i Ludgier Zarychta oraz młody inżynier, absolwent Politechniki Lwowskiej, Józef Groch, który kierował pracami technicznymi. Nad jachtem pracowali wszyscy, korzystając z pomocy cieśli ze Świdnika Stanisława Karkosińskiego i lubelskiego kowala Gorzkowskiego, który metalowe elementy wykonywał na miejscu, korzystając z polowej kuźni, użyczonej przez Lubelski Syndykat Rolniczy. Żagle uszyli własnoręcznie z płótna z Zakładów Żyrardowskich.

Budowę jachtu „Książę Mestwin”, bo takie otrzymał imię, ukończyli pod koniec lipca 1934 roku.
Zbudowany przez nich dwumasztowy (jeden z nich 14-metrowy, drugi 9-metrowy) jacht miał ponad 11 m długości, prawie 3 m szerokości, zanurzenie 1,7 m i wyporność 6 ton, ożaglowanie 55 m2. Wyposażony został w wygodną kajutę z czterema kojami wybitymi materacami. Koszt budowy wyniósł ok 5 tys. zł.
Była to spora jednostka, wybudowana z myślą o żeglowaniu po Bałtyku. Jako że wszyscy studenci byli członkami Akademickiego Związku Morskiego i Ligi Morskiej i Kolonialnej, a jacht miał pływać pod jej banderą,prezes Okręgu Lubelskiego Ligi wyjednał bezpłatny transport kolejowy do Gdyni.
Dzięki wsparciu Ligi, lubelski magistrat ułożył kolejkę wąskotorową z posesji Majewskich do stacji kolejowej w Świdniku, lubelskie warsztaty kolejowe udostępniły dźwigi do załadunku na platformę kolejową a kolej nieodpłatnie przetransportowała jacht. Najpierw do Lublina, gdzie podczas wielogodzinnego postoju na stacji kolejowej mogli go oglądać mieszkańcy. Tam tę niezwykłą przesyłkę poddano ważeniu (wraz z podtrzymującym go rusztowaniem było to aż 7 ton) i badaniu – między innymi wykonując próby przejazdu pod bramami symulującymi przekroje tuneli, wysokość mostów i przejazdów na zaplanowanej trasie. Wszystkie te czynności sprawdzające opóźniły wyjazd. Dopiero następnego dnia, w niedzielę wieczorem, wielka platforma wagonowa - z jachtem zamocowanym przy pomocy specjalnego rusztowania i systemu łańcuchów oraz lin - wyruszyła do Gdyni W podróż, w kajucie jachtu, wyruszył jeden z konstruktorów, inżynier Groch, by nadzorować na miejscu wyładunek i montaż masztów.

Transport miał przybyć na miejsce następnego dnia, gdzie – po założeniu ożaglowania - miał się odbyć chrzest i spuszczenie jachtu na wodę.
„Książę Mestwin” nie rozpoczął kariery żeglarskiej. Prawdopodobnie przy wyładunku na Wybrzeżu Śląskim w Gdyni, jacht spadł z wysokości 3 m i został uszkodzony. Ponoć podczas transportu został wybrudzony do tego stopnia, że zachodziła konieczność jego ponownego malowania i lakierowania. W tym celu odholowano go do stoczni. Co było dalej? Nie wiemy...

W 2018 r., z okazji stulecia odzyskania przez Polskę Niepodległości, na zlecenie miasta projekt murala przygotował Paweł Kasperek. Mural powstaje na elewacji restauracji przy ul. Wojska Polskiego, w dzielnicy Adampol.

opr. Piotr R. Jankowski
źródło:
Głos Lubelski nr 207, 1 sierpnia 1934 roku, s. 5
Głos Lubelski nr 217, 11 sierpnia 1934 roku
Głos Lubelski nr 220, 14 sierpnia 1934 roku