Jan Kondrak Pożegnanie z Marią - świdnickie spacery

słowa, muzyka, wykonanie: Jan Kondrak
aranżacja, gitary: Vidas Svagzdys
realizacja: Grzegorz Płecha

Wyprowadza nas wieczór i pora dziennika.
W wąwozie ulicy, po obu chodnikach
sunie rzeka pobladłych twarzy.

Wychodzimy z Marią na te ciche bunty,
to się mówi pozdrowić wszystkie bratnie junty,
to słychać takt nadziei na bruku.

Na krótkich światłach po bocznych ulicach
sublimacja mocy - realpolityka
– głodne ludzi ciężarówki.

Z cienia bram wbrew nam na ulice rusza
 plaga szczurów w stroju funkcjonariusza.
Tak się rusza z posad bryłę świata.

Oto jeden przypasany do pały niebogi
okiem mnie namierza i nie schodzi z drogi,
sięgam po „lewolwer” dowodu.

Że dziewczyna, kawiarnia, apteka, to na nic,
padło sakramenckie „teraz pójdziesz z nami”.
Pożegnanie z Marią wypadło bez słowa.

Pędzi nasza świetlica, jest ksiądz i dziewczyna,
w sine łapy murów objął nas kryminał,
w szpalerze mundurów ktoś rozpoznał kolegę.

Nie daruję ci synu tej czarnej opaski,
wy studenci żyjecie przecież z państwa łaski.
Pas, sznurówki, kieszenie na stół!

Piąta i ostatnia rewizja na golasa
Mózg by obejrzeli, gdyby nie ta czacha.
Przeraźliwy labirynt korytarzy.

Śpimy do południa i gardzimy michą,
potem z kluczem przyszło urzędowe licho,
ciągnę głowę po schodach na przesłuchanie.

Polityka? Nic nie wiem, dla mnie to ping pong,
kto gra też nie wiem, czuję piłek swąd,
światło gaszę i owszem, z oszczędności.

En-zet-es nie zmuszał, ciągnął es-zet-es-pe,
czy ja muszę wiedzieć co to ka-pe-en?
Czy ja śmiałbym z pana wariata?

Dobry mzimu reżimu daje dobre rady,
koniec studiów, jeśli włoży do szuflady
papier, bez którego ja nie istnieję.

Wyprowadza nas wieczór nowy transport jedzie,
sznurówki do kieszeni, ubieram się w pędzie...,
Mario!

Utwór ukazał się na płycie Jana Kondraka "Pieśń Dzwonu Wolności", MOK Świdnik 001