No właśnie! Już miałem zamykać stronę o Świdniku ale kliknąłem jeszcze na opcję "kolej żelazna". Być może dlatego że pochodzę z rodziny kolejarskiej. Ujrzałem znany mi od najwcześniejszych lat mojej młodości widok tzw. "starej stacji". Jest to termin którym posługiwano się powszechnie po wybudowaniu nowego dworca kolejowego w Świdniku, chyba w latach 50-tych. Nowy dworzec był zlokalizowany w pobliżu powstajacego w latach 50-tych osiedla mieszkaniowego w Świdniku w odległości ok. 1 km od "starej stacji". Wówczas pociagi już nie zatrzymywały się na "starej stacji" lecz na nowym dworcu w tzw. Świdniku - Mieście. Tak bowiem prezentowana była nazwa powstajacego wówczas miasta Świdnika na peronach i budynku nowej stacji w Świdniku. Ale dlaczego zacząłem od "starej stacji"? Po pierwsze dlatego że ujrzałem ją na fotografii, a po drugie dlatego że w bliskim jej sąsiedztwie znajduje się (nawet i do dzisiaj) dom z czerwonej cegły, mocno już zniszczony, miejsce mojego wzrastania w młodości. Z tego budynku po raz pierwszy wyruszyłem piechotą do szkoły jako uczeń 1 klasy szkoły podstawowej w Świdniku. Miało to miejsce na początku września 1954 roku a więc 57 lat temu. Nie tak dawno bo zaledwie 9 grudnia b.r. miałem przyjemność po raz kolejny gościć i to w tym samym budynku szkolnym, wchodząc do niego tym samym frontowym wejściem którym wchodziłem kiedyś po raz pierwszy. Tym razem jednak miało to miejsce z okazji uroczystości 50- lecia istnienia i działalności Zespołu Szkół Mechanicznych w Świdniku (dawne Technikum Mechaniczne o specjalności obróbka skrawaniem).Bowiem ukończyłem nie tylko podstawówkę ale i wspomniane Technikum Mechaniczne w Świdniku. Nauczycieli zawodu ( w większości ówcześni pracownicy WSK) mieliśmy solidnych, to fakt niezaprzeczalny. Ale mam i niespecjalnie miłe wspomnienia. Osoby wychodzące po pracy z zakładu WSK były nadmiernie kontrolowane, czy czasem nie wynoszą ze sobą rzeczy stanowiących własność zakładu. Pamiętam scenę jak w kieszeni jednego z pracowników strażnik znalazł wentyl od koła rowerowego. Który ponoć usiłował wynieść na zewnątrz. Ja osobiście też musiałem po raz kolejny wykonywać rysunek techniczny, jako zadanie zadane mi przez nauczyciela. Ponieważ pierwszy został mi zabrany przez strażnika gdy chciałem go wynieśc z zakładu. I nic nie pomogły tłumaczenia że ten rysunek to mój własny. Ale do wiezienia nikt mnie nie wsadził . Ani ze szkoły nie wyrzucił. Bo było wiadomo że tak naprawdę to kradzieży nie było. Na "starej stacji" też działy się dziwactwa tamtego dawnego ustroju komunistycznego. Oto spokojnie spacerujacych ludzi wzdłuż peronu (nie po torach, tylko na peronie) strażnicy służby ochrony kolei zatrzymywali pod zarzutem że "po torach" chodzić nie wolno. I wlepiali im mandaty. Przecież nikt po torach nie chodził, tylko po peronie. Kto nie znał tych "obyczajów" ze strony PKP, ten zawsze mógł wpaść w ich sidła.Bo tego typu "łapanki" to podobnie jak kontrole biletów w autobusach. Zdarzały się od czasu do czasu.
Pani Elżbieto, a czy posiada może Pani jakieś fotografie ówczesnego budynku Nadleśnictwa?
Elzbieta Potkanska
2011-01-29 03:19
Az lza mi sie kreci w oku, gdy ogladam to zdjecie...... Obok Starej Stacji przechodzilam codziennie 2 razy: rano idac do szkoly z Nadlesnictwa gdzie mieszkalam, i po szkole, gdy wracalam do domu. Pamietam te budynek dobrze, byl to solidny budynek z cegly. Byly to lata 1962-1971, mieszkalam wtedy w Nadlesnictwie, obok torow kolejowych, okolo 10 minut od Starej Stacji.....
No właśnie! Już miałem zamykać stronę o Świdniku ale kliknąłem jeszcze na opcję "kolej żelazna". Być może dlatego że pochodzę z rodziny kolejarskiej. Ujrzałem znany mi od najwcześniejszych lat mojej młodości widok tzw. "starej stacji". Jest to termin którym posługiwano się powszechnie po wybudowaniu nowego dworca kolejowego w Świdniku, chyba w latach 50-tych. Nowy dworzec był zlokalizowany w pobliżu powstajacego w latach 50-tych osiedla mieszkaniowego w Świdniku w odległości ok. 1 km od "starej stacji". Wówczas pociagi już nie zatrzymywały się na "starej stacji" lecz na nowym dworcu w tzw. Świdniku - Mieście. Tak bowiem prezentowana była nazwa powstajacego wówczas miasta Świdnika na peronach i budynku nowej stacji w Świdniku. Ale dlaczego zacząłem od "starej stacji"? Po pierwsze dlatego że ujrzałem ją na fotografii, a po drugie dlatego że w bliskim jej sąsiedztwie znajduje się (nawet i do dzisiaj) dom z czerwonej cegły, mocno już zniszczony, miejsce mojego wzrastania w młodości. Z tego budynku po raz pierwszy wyruszyłem piechotą do szkoły jako uczeń 1 klasy szkoły podstawowej w Świdniku. Miało to miejsce na początku września 1954 roku a więc 57 lat temu. Nie tak dawno bo zaledwie 9 grudnia b.r. miałem przyjemność po raz kolejny gościć i to w tym samym budynku szkolnym, wchodząc do niego tym samym frontowym wejściem którym wchodziłem kiedyś po raz pierwszy. Tym razem jednak miało to miejsce z okazji uroczystości 50- lecia istnienia i działalności Zespołu Szkół Mechanicznych w Świdniku (dawne Technikum Mechaniczne o specjalności obróbka skrawaniem).Bowiem ukończyłem nie tylko podstawówkę ale i wspomniane Technikum Mechaniczne w Świdniku. Nauczycieli zawodu ( w większości ówcześni pracownicy WSK) mieliśmy solidnych, to fakt niezaprzeczalny. Ale mam i niespecjalnie miłe wspomnienia. Osoby wychodzące po pracy z zakładu WSK były nadmiernie kontrolowane, czy czasem nie wynoszą ze sobą rzeczy stanowiących własność zakładu. Pamiętam scenę jak w kieszeni jednego z pracowników strażnik znalazł wentyl od koła rowerowego. Który ponoć usiłował wynieść na zewnątrz. Ja osobiście też musiałem po raz kolejny wykonywać rysunek techniczny, jako zadanie zadane mi przez nauczyciela. Ponieważ pierwszy został mi zabrany przez strażnika gdy chciałem go wynieśc z zakładu. I nic nie pomogły tłumaczenia że ten rysunek to mój własny. Ale do wiezienia nikt mnie nie wsadził . Ani ze szkoły nie wyrzucił. Bo było wiadomo że tak naprawdę to kradzieży nie było. Na "starej stacji" też działy się dziwactwa tamtego dawnego ustroju komunistycznego. Oto spokojnie spacerujacych ludzi wzdłuż peronu (nie po torach, tylko na peronie) strażnicy służby ochrony kolei zatrzymywali pod zarzutem że "po torach" chodzić nie wolno. I wlepiali im mandaty. Przecież nikt po torach nie chodził, tylko po peronie. Kto nie znał tych "obyczajów" ze strony PKP, ten zawsze mógł wpaść w ich sidła.Bo tego typu "łapanki" to podobnie jak kontrole biletów w autobusach. Zdarzały się od czasu do czasu.
Świetne miejsce na coś w rodzaju muzeum historii Świdnika.
bardzo dziękuję za zdjęcie dworca z 1941 - jeśli są inne -bardzo proszę o publikację.
pzdr
wj
Pani Elżbieto, a czy posiada może Pani jakieś fotografie ówczesnego budynku Nadleśnictwa?
Az lza mi sie kreci w oku, gdy ogladam to zdjecie...... Obok Starej Stacji przechodzilam codziennie 2 razy: rano idac do szkoly z Nadlesnictwa gdzie mieszkalam, i po szkole, gdy wracalam do domu. Pamietam te budynek dobrze, byl to solidny budynek z cegly. Byly to lata 1962-1971, mieszkalam wtedy w Nadlesnictwie, obok torow kolejowych, okolo 10 minut od Starej Stacji.....