Otóż to... 90% to są rzeźby ze wspomnianego pleneru, a część jest stricte autorstwa prof. Mieleszki. Znam go bo miałem z nim zajęcia na uczelni i poopowiadał mi trochę o owych rzeźbach
Otóż to... 90% to są rzeźby ze wspomnianego pleneru, a część jest stricte autorstwa prof. Mieleszki. Znam go bo miałem z nim zajęcia na uczelni i poopowiadał mi trochę o owych rzeźbach
W latach 70. Pan Mieleszko zorganizował coś w rodzaju pleneru rzeźbiarskiego i zaprosił różnych artystów do Świdnika. Efektem tego wydarzenia są właśnie rzeźby porozrzucane po całym mieście.
http://www.forum.swidnik.net/viewtopic.php?p=5503#p5503
Mnie natomiast interesuje, kto jest autorem tych rzeźb, jak również innych "porozrzucanych" na ulicach Świdnika. Pomimo starań nie udało mi się odnaleźć tej informacji, może ktoś wie?...
Rzeźby nadal stoją - a przynajmniej stały , ostatnio jakoś nie zwróciłam uwagi czy dalej są -troszkę dalej pod drzewami. A zawsze mówiliśmy na nie Trzej Królowie ;) :P
Stara fontanna miała też swój urok - jak zawiał wiatr to deszczyk padał na idących chodnikiem :lol:
Lody u Łysiów i rundka po fontannie. To se ne vrati. :cry:
pamietam jak niedostepne dla mnie byly te rzeźby hehe
najbardziej intrygowal mnie odplyw i ta malutka puleczka na jednej z nich. nie mam pojecia coz one przedstawialy
W gablocie z tego co pamietam był projekt domu kultury (obecne venus), a obok była skarbonka i ludzie wrzucali kase na budowe tego właśnie domu kultruy (w WSK też były oficjalne składki na ten cel) który potem miasto sprzedało za symboliczne pieniądze
też kiedyś wpadłem do tej fontanny... budkę z lodami też pamiętam hehe chyba połowa Świdnika pływała w tej fontannie :)
rzeźby są obok 'przesadzone' :)
w gablocie był projekt przestrzenny domu kultury (chyba?)
... Miała bardzo śliskie boki porośnięte glonami. Ale zawsze się biegało po murku.
Wiem coś o tym - będąc dziecięciem w czasie samotnego (z kluczem na szyi uwieszonym na wstążce) powrotu z przedszkola postanowiłem przetestować hardcore'owość swoją i użyteczność śliskich brzegów niecki pod kątem biegania. Kontakt bieżnika moich trampek marki stomil olsztyn z porośniętą glonami nawierzchnią zakończył się poślizgiem niekontrolowanym i wodowaniem z pełnym zanurzeniem. Powrót do domu został znacznie przyspieszony. Dobrze że deszcz padał to wstyd był trochę mniejszy ;-))
Pamiętam do dziś chociaż minęło ponad 30 lat.
hardkorowcy biegali , ale nie po murku tylko po wewnętrznej stronie fontanny - jak było mniej wody to był suchy :-)
O projekcie | Materiały promocyjne
Polecamy: Forum Świdnika | Sportowy Świdnik | Świdnik na kartach historii | Podcastowe Radio Świdnik | Autobusy
Copyright 2008-2010 Stowarzyszenie Forum Świdnika